poniedziałek, 28 września 2009

Do utraty tchu. Rzecz o bieganiu.



Dziś o bieganiu. Bo o tym się mówi. Na FB co chwila ktoś ze znajomych wrzuca na status, że idzie na jogging/ że zrobił cały Mokotów i Ochotę/że jest zmachany po tych trylionometrach/że postanawia wziąć się za siebie i biegać. I loża obserwatorów z abrobatą kiwa głowami klikając Lubię to! Albo życząc powodzenia, bo tak się składa, że sami też biegają, pitupitu tup tup tup…
Od jakiegoś półroku czuję się osaczona przez biegaczy, co to do pracy jeżdżą z dresiarską torbą sportową, w weekend nie mogą się spotkać bo są wykończeni po paru godzinach na siłce, wstają bladym heretyckim świtem żeby potruchtać po chodnikach mieniących się od rosy… hmm.. akurat to jest nawet ładna wizja. Jak z reklamy Nike, lansującej zajawkę na bieganie po mieście. I am addicted… Mistrzowski filmik. Nieważne jakiej marki.


Po tej reklamie aż chce się wybiec z domu i nie wrócić. Przebiec noce i dnie, miasta,lasy, deszcze, nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie. Tak po prostu. Biec, zapomnieć, być, oddychać, żyć! Odzywa się wewnętrzny krzyk każdego kanapowca i laptop owca.
Nie tak prędko, zapaleńcy! To nie jest tak, że każdy może po prostu wstać i ‘iść pobiegać’ – kocham ten paradoks. Do biegania trzeba dorosnąć. Na bieganie trzeba zasłużyć. By wstąpić do elitarnego biegogrona trzeba przejść (przebiec?) ostrą, trzyetapową selekcję.




Mathew MacConaughey wie co to jest luk.

Etap 1: Luuk

Aaaby móc biegać tak jak w reklamach absolutnie trzeba być człowiekiem młodym, muskularnym i atrakcyjnym. Dla grubszych, starszych, mniej atrakcyjnych są inne przecież sporty – golf, petanque, poker. No przecież trzeba założyć na te swoje dwa patycie takie tycie tycie szeleszczące szorciki albo wcisnąć swe wyrzeźbione kształty w taki seksi staniczek z medżik fiszbinami z wbudowanymi cyckomortyzatorami. A w razie upalnej pogody (to raczej dla panów, chociaż…) trzeba przecież móc swobodnie ściągnąć bluzkę i widokiem spoconego, wygolonego torsu i doskonałością boczków i kaloryfera, doprowadzać przechodniów do szczytowania i podwyższać liczbę wypadków drogowych spowodowanych przez baby).


Josh Harnet wie że NYC to jest plejs.

Etap 2: Plejs

Najlepiej biegać po ulicach Nowego Jorku albo San Francisco. Central Park jest już out, passe, bleble. Idealna scenografia to brudne ulice, blokowiska, a najlepiej jakieś getto, gdzie można urządzić sobie intensywny trening spierdalając przed pit bullami i kwiatem czarnej tudzież latynoskiej młodzieży . Siłki jako miejsce lansu odpadają – nie da się tam nakręcić tak przykozaczonej reklamy, nie ma korków, kałuż, syfu, śmietników – total nuda. Do łask powracają laski – tzn parki. W sensie przyroda. Choć bieganie w parach też jest dozwolone.





Etap 3: Fings


Wiadomo. No wiadomo co mamy mieć i że to ma mieć znaczki. Mają być technologie NASA, materiały z kosmitów albo chociaż z promów kosmicznych, testowane na Ewereście i w Rowie Mariańskim. Membrany oddychające, tkaniny niepocące. Supinacja, pronacja, wentylacja. Jea. Nie ważne co to znaczy, ważne że nasz wysiłek ma technologiczne uzasadnienie, a biegając czujemy, jakby wraz z nami truchtały zastępy naukowców, razem budując cywilizację biegającego człowieka.
Mogłoby by się wydawać że to już wszystko. Ale ubranie wzbogacone minerałami to ledwie pokrowiec na nasze ciała (zwane z niejasnych powodów przez mistrzów zen workami pełnymi ropy i gówna). Tak można było biegać po sawannach uciekając przed kolonizatorami. Biegacz 2.0 głupi nie jest, wie że aby skutecznie zniknąć kolonizatorom z oczu, trzeba mieć pomocnika. W przypadku łyżwy jest nim jabłko. Nagryzione lekko. Jabłko jest naturalnie muzyczne, a o tym czego słuchać nie trzeba się już martwić, bo na Lastefemie jest zawsze aktualna lista jogg hitów. Społeczność wymieniająca się piosenkami do biegania liczy 542 członków.
http://www.lastfm.pl/group/Nike+Sport+Music+Polska
Ale to jeszcze nic. IPod z opcją Nike+ jest twoim osobistym trenerem, dodaje otuchy szepcąc do ucha zaklęcia, a jeśli masz jeszcze komputerki w butach to nawet policzy ci kroki. A jeśli nie to i tak spoko, bo do domu wrócisz z zestawem wyników jak po wizycie na OIOMie. Wrzucasz to sobie na makbuka, program ci to liczy, analizuje, bada i wysnuwa wnioski. No bo przecież nie chodzi o bieganie dla biegania, ani o sztukę dla sztuki – w czasach pragmatyzmu wstydem jest robić rzeczy bezsensowne. A tu sens jest jasny jak słońce – spalone tyle, lżej o tyle, przemierzone tyle. Wszystko w tabelkach, wykresikach, symulacjach. Są prognozy, są oceny. W Społeczności Plus można sobie nawet poporównywać kto ile czego. Żeby mieć pełną świadomość postępów i kontrolę nad swym cyklem treningowym. Czy wspomniałam już, że oddychająca niepocąca bezszwowa podkreślająca mięśnie bluzka ma specjalną kieszonkę na Nano?


http://www.youtube.com/watch?v=qOr5_GaGnPc&feature=related – Nike+, gadżeciarsko


Ufff.. to już meta.
Próbując złapać oddech można pozwolić sobie na odrobinę refleksji.
Bo ja też biegam. Czasem. A dziś biegało się że hej, bo jesień, słońce, liście, no i trzeba wypocić kaca. Ajpod-srajpod się oczywiście zepsuł. No tak, już rok miał, czas najwyższy. Biegnąc przypomniałam sobie jak w liceum pani od WFu nas przepędzała w kółko po stadionie Skry, w kółko i bez końca. No, czasem zmykałyśmy na fajka. Pośród ekspresji ogólnej nienawiści i frustracji ze strony moich współbiegaczek wolałam się nie odzywać, bo mi się to naprawdę podobało.
Cofnęłam się jeszcze dalej pamięcią, do podstawówki, gdzie biegając wydeptywaliśmy ścieżkę wzdłuż długiego płotu otaczającego boisko. Pobiłam rekord szkoły dziewczyn, jeździłam na zawody – biegi przełajowe, długodystansowe. Kilometr na ogół. Nic nie wskórałam, w sumie to tego nie cierpiałam, ten zimny ból w klatce, przytkany oddech, łomoczące serce jak przed zawałem, łykanie powietrza.. masakra.
Ale jednak coś w tym jest, choć raczej wolę wersję soft. Jako zadeklarowana palaczka nie spodziewam się spektakularnych wyników. Nie mam na celu schudnąć {jasne..}. Nie szukam szybkości, czasu, osiągów. Szukam samotności. Czarne okulary obowiązkowo. Słuchawki na uszach obowiązkowo. Im puściej tym lepiej. Bardziej samotny spacer niż trening. Nieśpieszne przebiegnięcie się ze sobą, nie biegnę do celu, biegnę.. hm.. do siebie. No a poza tym dr House też kocha biegać.


Występy gościnne



Everything an artist needs is inside of himself, and it really doesn’t matter what’s going on in the world. You don’t need to have things perfect, you don’t need to have a lot of money or a beautiful girl. If your job in life is to create, you can find inside yourself what you need to make beautiful art and beautiful music.


— John Frusciante

niedziela, 27 września 2009

Narodziny Zosi



Narodziła się nowa postać. To nie żarty. To Zosia. I Zosia mówi NIE.


Zosia to duch. Zjawa ukarana za bujanie w obłokach i igranie ze światem i ludźmi. Ale spokojnie, ona nie straszy. Tylko snuje się bez celu tu i tam, jak listek wietrze.
~~~~

Bajka o Zosi

Tak lata już lata i szuka haka by się gdzieś zaczepić. Z pragnieniem by zostać gdzieś, zatrzymać coś, znaleźć dom. Przepędziło ją przez sztuki, sporty, religie, tańce, towarzystwa, ławki , bramy, miłości, kraje, oceany. I przez 17 lat ędukacji. Gdzie teraz jest? Półetat w korporacji. W kolejce do obrony. Z głową pełną marzeń o lepszym życiu. Z sercem pełnym złości, niezgody i buntu. Od matury na walizkach, próbuje stanąć na nogi, ale znowu mieszka u mamy. Przy cudzym kompie, w nie swoim pokoju, na cudzym krześle, przy obcym biurku. Nihil habentes, et omnia possidentes, mówili o sobie kiedyś franciszkanie. Nic nie mający, a posiadający wszystko. Nie no, fajki niezbędne są dla niej. Ale na szczęście niewiele więcej, a jeśli już więcej, to w pudłach ukrywane, gdzieś po piwnicach i domach upchane.


Żeby nie było, ona nie wybrała tej ścieżki sama, wcale nie miała jej w swoich planach . W sumie to nic w nich nie miała, tak samo sławę jak i wiedzę traktowała – z dystansem… lekko, niepoważnie. No Zosia przecież. Zawsze gdzieś wysoko, ponad nami, kochała się ze swoimi ideami. Powiedziałbyś, królowa życia. Mleko i miód, chleb i igrzyska.


Chciała zanurzyć się w tryby machiny, odnaleźć należne miejsce w społeczeństwie, ciężko pracować, godnie zarabiać, bawić się dużo i martwić mało. Mieć parę rzeczy też by się przydało - miłość kawalerkę, blisko metro, kluby. – No no no, nie tak prędko dziecino, to nie twoja droga - świat zasugerował delikatnie, acz stanowczo. - Jak to, że to niby nie jest wszystko dla mnie? To patrz! - nie słuchała, biła się, błagała. Walczyła zaciekle, ale bezskutecznie. Lepsze życie – to co się nim zdawało – było blisko przecie, tuż tuż, tyci tyci. Ale tu nic więcej zrobić się nie dało. Mogła tylko przykleić nos do wielkiej szyby. Pomyślała – Wtf! Coś tu jest nie tak.


Łork


W pracy, poza wyjątkami, traktowana jak retard lub wywrotowiec. Toczy cichą wojnę z przełożonymi, którzy jej nie lubią bo się ich nie boi i nie chce dopasować się do dupowłazosystemu. W efekcie, po roku może już z pewnością stwierdzić, że nie czeka jej żaden awans. Nie to, żeby nie szukała czegoś innego. Śle nieprzerwany strumień życiorysów i motywacyjnych listów wszędzie gdzie myśl sięga. Przez pół roku jedyna opcja pojawiła się przez znajomą znajomego – potrzebny komentarz?


Nawet poszła na tydzień próbny. Szołbiz, łałałiła. Dobrze brzmiało, znów nadzieja się w niej obudziła i duch pracownika-wojownika, który zrobi wszystko, byle zdobyć stanowisko. Szefowa sympatyczna choć zawsze nieobecna. Nawet było spoko, zrobiła wszystko co trzeba. Pomyślała - to jest to. Moje życie się wreszcie zmieni na lepsze. - Już miała przed oczami kawalerkę, kredyt na laptopa.. radość, ale większy nawet strach oczekiwania na werdykt. Telefon w piątek – no, szkoda że tylko tydzień u nas byłaś, bo nie mogłam cię poobserwować .. Bierzemy jeszcze inną na 2 tygodnie próbne, odezwiemy się.. tiruriru. – no tak, w ogóle powinno się uczynić z tego normalny zwyczaj i po prostu jechać na takich próbnych pracownikach ciągiem. Jak ktoś chce pracować za darmo, to co - zabronimy mu? Daje, to bierzmy. Kto daje ten frajer.
Zosia mówi nie bezsensownej pracy.


Afterłork


Rewolucyjna zmiana lajfstajlu. Noł mor partis end fulisz pipol. To nie o to chodzi, że zbrzydły jej imprezy, kluby, znieczulacze, kawki, piwka, kinka, plotki i chlopcy. Przecież to jest cudowne. Nawet też nie o to, że jej możliwości nabywcze są na wiecznym debecie, a ostatnio wręcz w regresie. Przecież zawsze jakoś coś się wyskrobało.


Po prostu poczuła, że traci czas. Przełom. Bo to oznacza rewolucyjne odkrycie: że czas jest cenny, a co za tym idzie, należy zastanowić się, jak go spożytkować. Że być może są rzeczy ważne i mniej ważne. I nagle okazuje się, że zjawiska same układają się w hierarchii ważności, że z tego ponowochaosu wykluwa ją się wartości! matkoboskokochano.

W tej nowej świadomości Zosia czuje, że się marnuje. Nakręcanie kapitalistycznej pozytywki już jej interesuje.


Zosia mówi nie marnowaniu czasu.


Już wiemy co Zosia Duch odrzuca. A co wybiera?
Taką trochę emigrację wewnętrzną, czas na grzebanie w głowie, skanowanie w toku.
Chce się odchamić, nadrobić zaległości. Chodzi na wykłady. Dużo czyta. Gorączkowo wchłania i przetwarza teksty, artykuły, wiedzę i idee, jakby świat miał się zaraz skończyć. No bo trochę czasu już minęło jej na poznawanie cielesności, duchowości, ludzi, świata pop i korp. Tak wiele rzeczy interesuje, że łatwo się rozmienić na drobne, a nie ma na to czasu. Czas na umysł, wiedzę, myśl. Były tezy, antytezy – teraz czas na syntezę. Już wie czego chce a czego nie chce, tak fundamentalnie.
Nadal jest jednak Zosią – nie może dotknąć ani ziemi ani chmur. Ale może próbować zrozumieć ten los, na jaki jest skazana, za bycie Zosią – myślą skrzydlatą.

Imię i nazwisko oskarżonej: Zosia Duch
Znaki szczególne – kwietny wianek
Broń - zielony badylek
Współudział – Baranek i Motylek
Przestępstwo – myśl nazbyt skrzydlata
Kara – banicja
U oskarżonej stwierdzono cały zespół zaburzeń:
Śmiertelna leworęczność
Nieuleczalny humanizm
Zboczenie krytyczne
Nadmiernie wybujałe wątpliwości
Skłonności do filozofizmu
Perwersyjna refleksyjność
Ubytki w moralności i posłuszeństwie
Niedorozwinięty pragmatyzm
Uczulenie na ideologie
Obsesja na punkcie zrozumienia wszystkiego

Gdzie ją to zaprowadzi – Nie wie. Ale czuje się inna. Uwolniona. Już nie potrzebuje tego świata, nie musi mu się oddawać. Troszkę już wie kim jest i wie co jej się nie podoba. Nie wie, czy można to zmienić, ale najwyższy czas to opisac.