
Dziś o bieganiu. Bo o tym się mówi. Na FB co chwila ktoś ze znajomych wrzuca na status, że idzie na jogging/ że zrobił cały Mokotów i Ochotę/że jest zmachany po tych trylionometrach/że postanawia wziąć się za siebie i biegać. I loża obserwatorów z abrobatą kiwa głowami klikając Lubię to! Albo życząc powodzenia, bo tak się składa, że sami też biegają, pitupitu tup tup tup…
Od jakiegoś półroku czuję się osaczona przez biegaczy, co to do pracy jeżdżą z dresiarską torbą sportową, w weekend nie mogą się spotkać bo są wykończeni po paru godzinach na siłce, wstają bladym heretyckim świtem żeby potruchtać po chodnikach mieniących się od rosy… hmm.. akurat to jest nawet ładna wizja. Jak z reklamy Nike, lansującej zajawkę na bieganie po mieście. I am addicted… Mistrzowski filmik. Nieważne jakiej marki.
Po tej reklamie aż chce się wybiec z domu i nie wrócić. Przebiec noce i dnie, miasta,lasy, deszcze, nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie. Tak po prostu. Biec, zapomnieć, być, oddychać, żyć! Odzywa się wewnętrzny krzyk każdego kanapowca i laptop owca.
Nie tak prędko, zapaleńcy! To nie jest tak, że każdy może po prostu wstać i ‘iść pobiegać’ – kocham ten paradoks. Do biegania trzeba dorosnąć. Na bieganie trzeba zasłużyć. By wstąpić do elitarnego biegogrona trzeba przejść (przebiec?) ostrą, trzyetapową selekcję.
Nie tak prędko, zapaleńcy! To nie jest tak, że każdy może po prostu wstać i ‘iść pobiegać’ – kocham ten paradoks. Do biegania trzeba dorosnąć. Na bieganie trzeba zasłużyć. By wstąpić do elitarnego biegogrona trzeba przejść (przebiec?) ostrą, trzyetapową selekcję.
Mathew MacConaughey wie co to jest luk.
Etap 1: Luuk
Etap 1: Luuk
Aaaby móc biegać tak jak w reklamach absolutnie trzeba być człowiekiem młodym, muskularnym i atrakcyjnym. Dla grubszych, starszych, mniej atrakcyjnych są inne przecież sporty – golf, petanque, poker. No przecież trzeba założyć na te swoje dwa patycie takie tycie tycie szeleszczące szorciki albo wcisnąć swe wyrzeźbione kształty w taki seksi staniczek z medżik fiszbinami z wbudowanymi cyckomortyzatorami. A w razie upalnej pogody (to raczej dla panów, chociaż…) trzeba przecież móc swobodnie ściągnąć bluzkę i widokiem spoconego, wygolonego torsu i doskonałością boczków i kaloryfera, doprowadzać przechodniów do szczytowania i podwyższać liczbę wypadków drogowych spowodowanych przez baby).
Josh Harnet wie że NYC to jest plejs.Etap 2: Plejs
Najlepiej biegać po ulicach Nowego Jorku albo San Francisco. Central Park jest już out, passe, bleble. Idealna scenografia to brudne ulice, blokowiska, a najlepiej jakieś getto, gdzie można urządzić sobie intensywny trening spierdalając przed pit bullami i kwiatem czarnej tudzież latynoskiej młodzieży . Siłki jako miejsce lansu odpadają – nie da się tam nakręcić tak przykozaczonej reklamy, nie ma korków, kałuż, syfu, śmietników – total nuda. Do łask powracają laski – tzn parki. W sensie przyroda. Choć bieganie w parach też jest dozwolone.

Etap 3: Fings
Wiadomo. No wiadomo co mamy mieć i że to ma mieć znaczki. Mają być technologie NASA, materiały z kosmitów albo chociaż z promów kosmicznych, testowane na Ewereście i w Rowie Mariańskim. Membrany oddychające, tkaniny niepocące. Supinacja, pronacja, wentylacja. Jea. Nie ważne co to znaczy, ważne że nasz wysiłek ma technologiczne uzasadnienie, a biegając czujemy, jakby wraz z nami truchtały zastępy naukowców, razem budując cywilizację biegającego człowieka.
Mogłoby by się wydawać że to już wszystko. Ale ubranie wzbogacone minerałami to ledwie pokrowiec na nasze ciała (zwane z niejasnych powodów przez mistrzów zen workami pełnymi ropy i gówna). Tak można było biegać po sawannach uciekając przed kolonizatorami. Biegacz 2.0 głupi nie jest, wie że aby skutecznie zniknąć kolonizatorom z oczu, trzeba mieć pomocnika. W przypadku łyżwy jest nim jabłko. Nagryzione lekko. Jabłko jest naturalnie muzyczne, a o tym czego słuchać nie trzeba się już martwić, bo na Lastefemie jest zawsze aktualna lista jogg hitów. Społeczność wymieniająca się piosenkami do biegania liczy 542 członków.
http://www.lastfm.pl/group/Nike+Sport+Music+Polska
Ale to jeszcze nic. IPod z opcją Nike+ jest twoim osobistym trenerem, dodaje otuchy szepcąc do ucha zaklęcia, a jeśli masz jeszcze komputerki w butach to nawet policzy ci kroki. A jeśli nie to i tak spoko, bo do domu wrócisz z zestawem wyników jak po wizycie na OIOMie. Wrzucasz to sobie na makbuka, program ci to liczy, analizuje, bada i wysnuwa wnioski. No bo przecież nie chodzi o bieganie dla biegania, ani o sztukę dla sztuki – w czasach pragmatyzmu wstydem jest robić rzeczy bezsensowne. A tu sens jest jasny jak słońce – spalone tyle, lżej o tyle, przemierzone tyle. Wszystko w tabelkach, wykresikach, symulacjach. Są prognozy, są oceny. W Społeczności Plus można sobie nawet poporównywać kto ile czego. Żeby mieć pełną świadomość postępów i kontrolę nad swym cyklem treningowym. Czy wspomniałam już, że oddychająca niepocąca bezszwowa podkreślająca mięśnie bluzka ma specjalną kieszonkę na Nano?
http://www.youtube.com/watch?v=qOr5_GaGnPc&feature=related – Nike+, gadżeciarsko
Ufff.. to już meta.
Próbując złapać oddech można pozwolić sobie na odrobinę refleksji.
Bo ja też biegam. Czasem. A dziś biegało się że hej, bo jesień, słońce, liście, no i trzeba wypocić kaca. Ajpod-srajpod się oczywiście zepsuł. No tak, już rok miał, czas najwyższy. Biegnąc przypomniałam sobie jak w liceum pani od WFu nas przepędzała w kółko po stadionie Skry, w kółko i bez końca. No, czasem zmykałyśmy na fajka. Pośród ekspresji ogólnej nienawiści i frustracji ze strony moich współbiegaczek wolałam się nie odzywać, bo mi się to naprawdę podobało.
Cofnęłam się jeszcze dalej pamięcią, do podstawówki, gdzie biegając wydeptywaliśmy ścieżkę wzdłuż długiego płotu otaczającego boisko. Pobiłam rekord szkoły dziewczyn, jeździłam na zawody – biegi przełajowe, długodystansowe. Kilometr na ogół. Nic nie wskórałam, w sumie to tego nie cierpiałam, ten zimny ból w klatce, przytkany oddech, łomoczące serce jak przed zawałem, łykanie powietrza.. masakra.
Ale jednak coś w tym jest, choć raczej wolę wersję soft. Jako zadeklarowana palaczka nie spodziewam się spektakularnych wyników. Nie mam na celu schudnąć {jasne..}. Nie szukam szybkości, czasu, osiągów. Szukam samotności. Czarne okulary obowiązkowo. Słuchawki na uszach obowiązkowo. Im puściej tym lepiej. Bardziej samotny spacer niż trening. Nieśpieszne przebiegnięcie się ze sobą, nie biegnę do celu, biegnę.. hm.. do siebie. No a poza tym dr House też kocha biegać.
Ale jednak coś w tym jest, choć raczej wolę wersję soft. Jako zadeklarowana palaczka nie spodziewam się spektakularnych wyników. Nie mam na celu schudnąć {jasne..}




